„Oczywiście, że lubię kompromis! Jeżeli druga osoba zgadza się ze mną.”

KOMPROMIS – dla mnie słowo klucz w urządzaniu, zwłaszcza jeżeli decyzje podejmuje się wspólnie – również te w kwestii koloru dzbanka. Niełatwo było nam go z mężem wypracować, bowiem na początku podobały nam się zupełnie inne rzeczy i chociaż w kilku kwestiach sumiennie się ze sobą zgadzaliśmy tak w innych ważnych ciągle pojawiały się zgrzyty. Nic bardziej nie doprowadzało mnie do furii kiedy decyzja za pasem, przeczesuję sieć za możliwymi inspiracjami, w końcu podaję rozwiązanie mężowi na tacy i ZONK! Słyszę:

M: „Nie podoba mi się”.

JA: „Co dokładnie?”.

M: „Nie wiem, ale tak nie będziemy mieć”.

Kto tak miał/ma ręka do góry ! Założę się, że nie ja jedna 🙂

Znaczna część podejmowanych decyzji przypada ostatecznie mnie. Dlaczego ostatecznie? Chyba mój mąż lubi kiedy jestem szczęśliwa 🙂 Żeby nie było jednak tak różowo muszę poznać również jego potrzeby i oczekiwania względem wnętrza, które zaczynamy tworzyć. Nie muszę chyba mówić, że nasze wizje na początku się różnią. Wypracowanie rozwiązania zadowalającego obie strony nie jest łatwe, ponieważ oboje z mężem należymy do osób wybrednych, nam samym niejednokrotnie ciężko jest znaleźć coś co nas zadowoli, a co dopiero drugą połówkę. Finalnie jednak z efektu końcowego jesteśmy zadowoleni i to najważniejsze. Jeżeli wizja nie chce się wyklarować zachęcam, aby zrobić sobie przerwę, odłożyć temat na bok, przespać się noc lub dwie.  Na nasze wybory przyjdzie nam patrzeć kilka lat, pozwólmy aby każdy domownik po ciężkim dniu mógł w swoim domu komfortowo wypocząć, nawet jeżeli oznacza to pójście czasem na ustępstwa.