Znamy się już ładny kawałek czasu, co prawda dzielą nas kilometry i ekran monitora, ale pomyślałam że warto przybliżyć Wam moją osobę 😉 

Po pierwsze: W dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem

Moja mama do tej pory dostaje dreszczy na samo wspomnienie. Pomiędzy mną, a bratem są 3 lata różnicy i ten wsuwał tak, że aż się uszy trzęsły, a ja…no cóż jak była kasza to oponowałam za szczawiową (w dzieciństwie lubiłam niedzieciowe potrawy jak flaki, kapuśniak czy szczawiową), jak już spełniono zachciankę jaśnie panny to do szczęścia wystarczył suchy kukurydziany chrupek, albo najlepiej nic 😉 Domyślam się, że rodzicom niejadków do śmiechu nie jest, ale spójrzcie tylko jak wyrosłam: 600 g smażonych frytek na kolacje to dla mnie pikuś, pan pikuś 😉

Po drugie: Nigdy nie chodzę na lunch sama

A to dlatego, że samotnie lunch jedzą tylko takie dziwaki co to nie dorobiły się w życiu żadnej życzliwej osoby, która by im w tym czasie towarzyszyła. Samotność zasługuje co najwyżej na sevendejsa a nie na ciepły posiłek 😉

Po trzecie: Nie wypiję mleka z kubka w jasnym kolorze

Czasy kiedy szklankę mleka wypijałam codziennie rano minęły raczej bezpowrotnie, ale ta czynność miała swoją rutynę…zresztą nadal ma 😉 Mleka nie tknęłam jeżeli lądowało w białym kubku, te barwy wyjątkowo mi ze sobą nie korespondowały. Moja mama miała niesamowity talent do wybijania wszystkich moich mlecznych kubków, a te poddawane były starannej selekcji. Wyłącznie kolor czarny i granatowy był w stanie mnie zadowolić ze względu na osiągnięcie odpowiedniego kontrastu.

Po czwarte: Skromność wypisaną mam na twarzy!

Zawsze mówię, że ciężko jest być zajebistą, ale ktoś to musi robić 😉

Po piąte: Tornado to przy mnie pikuś

Kilka minut wcześniej przysiągłbyś, że siedzisz w naszej kuchni a teraz? To pomieszczenie w niczym nie przypomina tego sprzed kilku minut wcześniej? Oznacza to tylko jedno – Dżasta gotuje, czyli angażuje wszystkie garnki po kolei i nie spocznie dopóki wszystkich nie ubrudzi 😉 Szczerze to żałuję, że nie odziedziczyłam po babci Halinie umiejętności gotowania w jednym garnku, mój mąż z pewnością też – w końcu ja gotuję to on sprząta – proste jak siki pająka!

Po szóste: Poznaliśmy się przez internet

Czasem myślimy z mężem, że fajnie będzie opowiedzieć wnukom, że dziadek z babcią nie poznali się w tradycyjny sposób. Dzieliły nas kilometry i ekran monitora, ale połączyła sympatia do gry Diablo II. No wiecie duele, turnieje i wbijanie expa – czy coś może kręcić bardziej? 😀 Dobra niech Wam będzie, jesteśmy nerdami noł lajfami 😉 

P.S. Kto zrozumiał z tego punktu cokolwiek?

Po siódme: Mocną głowę odziedziczyłam po wujkach alkoholikach

Ah te podlaskie geny 😉 A poważnie wypić to ja mogę pod warunkiem, że w kieliszku pod stołem naleje sobie sprite’a albo wody. So clever! Od razu widać, że w dzieciństwie nikt mnie nie bił w musk.

Po ósme: Chitra i Rozrzutna

Czy odkąd urządzacie własne cztery kąty na każdych zakupach walczycie ze swoją Chitrą i Rozrzutną? Mnie dziewuchy towarzyszą nieustannie, najpierw ujawnia się Rozrzutna słodziutko szepcząc „weź, przecież zasłużyłaś <3” Na to wkracza Chitra domagając się spokojnego przemyślenia sprawy, bo zaraz przyjdzie rachunek za gaz no i wypadałoby coś zachomikować na czarną godzinę. Nierzadko po zakupach jestem sfrustrowana, bo nie dość, że nic nie kupiłam to jeszcze zmarnowałam czas. Kolejna moja wizyta w CH jest już raczej błyskawiczna, chwytam co mi w oko wpadnie, biegnę do kasy, płacę i natychmiast odrywam metki co by Chitra nie zdążyła podpowiedzieć nic o polityce zwrotów 😉

Po dziewiąte: nie gram w siatkówkę i inne gry zespołowe

Tego typu gry zespołowe zawsze były dla mnie grą o złote kalesony, a te wszystkie złe emocje na boisku to nie na moje nerwy. I tak w siatkówce ręce mam jak z ołowiu, na widok piłki zazwyczaj się zasłaniam, bo co tam punkt – to zamach na moje życie i zdrowie! Trzeba mnie też widzieć jak gram w kosza, a raczej już tego nie robię, bo dwutakt przypomina ucieczkę przed parzącą piłką. Przyznać się, są tu na sali jeszcze takie lebiegi jak ja? 😉

Po dziesiąte: Co to ja chciałam…

Trzymanie się przewodniego tematu od początku do końca to dla mnie niemały wyczyn. Zawsze znajdę jakiś inny, arcyciekawy poboczny temat który muszę natychmiast podjąć w rozmowie z drugą osobą. Zwykle powrót do pierwotnego tematu staje się już niemożliwy, bo zapominam co to ja chciałam… – a na imię jej było Chaos 😉

Po jedenaste: Zawsze się odchudzam…

…ale na ciastko zawsze znajdę strategiczne miejsce 😉 Nawet mojemu wówczas narzeczonemu oświadczyłam bardzo poważnym tonem „nigdy, ale to nigdy nie odmawiaj mi ciasteczka!”.  Dieta cud pasuje do mnie idealnie, bo cud będzie jak schudnę! Ah sorry, pardon, ekskuze mła tego punktu miało nie być, ale jest 😉

 

Więcej grzechów nie pamiętam, ale chętnie dowiem się o Twoich dziwactwach. To jak jest kotenieńku? 😉 Niech mówi!